Otworzyłem zaspane oczy i zobaczyłem, że coś świeci na czerwono. Był to oczywisty alarm. Ruszyłem szybko swoje dupsko z wyrka i stanąłem naprzeciwko monitora. Wpisałem kod dostępu i kliknąłem na wielki czerwony wykrzyknik. Była to zaszyfrowana wiadomość. Wzdychnąłem. Znów się musiałem babrać w hackowanie. Na początku nie podejrzewałem od kogo to było. Nie przejmując wagi jaką miała miejsce tajemnicza informacja poszedłem pod prysznic. Zimna woda oblała moje gołe ciało. Było bardzo przyjemne. Nie lubiłem gorącej wody oczywiście nie licząc gorących gejzerów. Wziąłem do ręki szampon i umyłem włosy. Zapachniało mi owocami leśnymi. Może i sztuczny aromat, ale pachniał pięknie. Po opłukaniu włosów wcisnąłem na tablicy przycisk suszenia. Jedno słowo Technologia. Tak proste słowo a ile umożliwia. Po kilku sekundach moje ciało jak i włosy były już suche. Wyszedłem i podszedłem do szafy. Wybór ubrania nie stanowił dla mnie żadnego problemu. Koszulka z napisem najlepszego zespołu Queen, dżinsowe spodnie i trampki.
Usiadłem na krześle i spojrzałem na monitor. Wiadomość była dobrze zaszyfrowana. Lecz dla mnie to nie stanowiło żadnych przeszkód. Zacząłem pisać kod, który umożliwiłby mi otwarcie wiadomości. Zajęło mi to z 30min. Nie spodziewałem się, że zajmie to aż tak długo. Gdy otworzyłem wiadomość, nie wyglądała za ciekawie. Nowe plany ACG. Wzmocnili obronę. Na dodatek w pomieszczeniach laboratoryjnych jak i więzieniach było pole dzięki czemu mutanty stawały się... jakby to nazwać ludźmi. Pole blokowało ich zdolności. Zaszyfrowaną wiadomość wysłała mi Atma, główna laborantka w siedzibie ACG. Wysłała mi też szczegóły kolejnej daty przewozu dzieci do siedziby.Termin był na jutro. Musiałem o wszystkim powiadomić Profesora X. Założyłem swój strój do pracy.

- Witaj Ethan - odparł
Wiedziałem, że mogę mu o wszystkim powiedzieć. Zdjąłem maskę. I wziąłem głęboki wdech. Wyczułem zapach starych ksiąg oraz tuszu.
- Dostałem zaszyfrowaną wiadomość - odparłem po chwili dodając - informatorka zastrzegała się, że podnieśli ostrzejsze wymagania co do trzymania mutantów.
Podałem mu pen drive. Na nim były wszystkie plany. Profesor szybko odpalił i przeglądnął.
- Będzie ciężko - odparł
- Jutro jest przewóz złapanych mutantów - odparłem - odbije je - dodałem
- Odpuść sobie tą misje - powiedział zmartwionym głosem. Zdziwiło mnie to co powiedział. Nigdy mi nie zakazywał ani nie kazał odpuszczać misji.
Wstałem szurając krzesłem. Mój wyraz twarzy pokazywał niezadowolenie.
- Nigdy ! - zacisnąłem pięść - jeżeli nie ja to kto je uratuje ?- zapytałem
- Ethan - odparł wzdychając i opierając się plecami o wuzek - jeżeli siedzibę ulepszyli broń i konwój na pewno też nie byli by tacy głupi.
- Dam rade - założyłem maskę na twarz
- To twoja decyzja, ale ja odradzam - odparł
Wiedział, że mnie nie powstrzyma. Wyszedłem z gabinetu. Uczniowie zaczęli wychodzić z klas. Poruszali sie według ustawionego grafiku. Ja niestety tak nie umiałem. Wyszedłem na świeże powietrze i wszedłem na drzewo na polanie koło akademii, które jak mi opowiadał Profesor X zasadził je razem z ojcem.
Lubiłem przesiadywać na wielkich gałęziach drzewa. Wiele przeszło jak i wiele w sobie skrywało.
Nie czułem powiewu wiatru poprzez maskę. Hamowała ona wiatr, lecz nie zapachy. Wyczuwalny był jak zawsze zapach kwiatów. Polana obejmowała niewielki rozmiar jak na polane przystało. Miej więcej rozmiarowo miała tyle samo metrów co stadion piłkarski. Na polanie były przeróżne polne kwiatki. Zawsze podczas przerwy od lekcji, uczniowie lubili przesiadywać tu. Małe ławeczki by odpocząć, miejsce do grania w szachy. To miejsce aż kipiało od ludzi którzy chcieli się zrelaksować przed nauką. Moje zajęcia miały miejsce. Lecz w klasie rzadko się pojawiałem na wskutek misji. Lecz dzis niestety musiałem na nich być. Gdy dzwonek zadzwonił jeszcze przez kilka chwil rozmarzałem o tym jak przyjemnie było by spdzić weekend poza szkołą i obowiązkami.
Przypomniało mi się, że aktualnie mam Historie z profesorem Hankiem. Zszedłem z drzewa i ruszyłem do klasy. Znajdowała się ona tuż obok gabinetu dyrektora. Zbieg okoliczności? Nie tym razem był wicedyrektorem. Klasa była staromodna jak cała szkoła. Klasa już siedziała na swoich miejscach. Tylko ja odludek spóźniony jak zwykle. Pan Bestia nie zareagował na moje spóźnienie wiedział o co chodzi, był już o tym poinformowany jak zresztą wszyscy nauczyciele. Ławki były pojedyncze by zapowiedz rozmową. Usiadłem na końcu sali przy oknie. Nie potrzebowałem jak inni robić notatki. Wszystko co było powiedziane na zajeciach zostawało w mojej głowie. Chodź tego dnia nie mogłem powiedzieć, że coś zapamiętałem z lekcji. Ciągle byłem wpatrzony w okno. Widziałem przez nie polane na której wcześniej przebywałem, na drzewie. Moją uwagę przykuła dziewczyna o śnieżnobiałych włosach. Była to ta sama co wcześniej wychodząc od profesora szturchneła mnie. Wiele o niej słyszałem od Profesora X. Nie panowała nad mocą i ponosiły ją emocje, dzięki czemu moc nasilała sie i nie mogła jej sama kontrolować. Nie była na lekcjach. Ciekawiło mnie strasznie co tam robi. Wpatrzenie w okno przerwało mi chrząknięcie Profesora Bestii.
- Ethan odpowiesz na pytanie ? - zapytał łagodnie
Klasa zaczęła szeptać i spoglądać na mnie. Może i ktoś inny na moim miejscu czułby zakłopotanie i wstyd, lecz ja nic nie odczuwałem. Spojrzałem na profesora, który czekał na odpowiedź.
- Niestety nie znam odpowiedzi - odpałem
Znałem wszystkie historie ludzkości na pamięć. Zapewne odpowiedział bym na pytanie gdybym tylko słuchał. Lecz niestety bywa i tak, że bujam w obłokach.
- Dobrze to może ktoś inny? - kontynuował lekcje.
Znów mogłem skupić się na swoim oknie. Lecz tym razem dziewczyny już nie było. Nie myślałem gdzie poszła. Bardziej mnie zastanawiało jak przebiegnie akcja ratunkowa. Musiałem dac z siebie wszystko. Po lekcjach ruszyłem do siebie. Gdy wszedłem do bunkra usiadłem na łózku i zdjąłem maskę. Zmieniłem kostium na sportowy i ruszyłem pobiegać. Przy okazji skoczyłem do restauracji zjeść. Nie byłem wybredny. Jadłem wszystko. Lecz by zachować kondycje dieta musiała być.
~~~~~
Sobota była godzina 7:00. Nie byłem leniuszkiem, który w weekend leniuchuje i wstaje w południe. Lubiłem wcześnie wstawać, dawało mi to więcej czasu na robienie różnych rzeczy. Ubrałem się w strój do biegania i jak co rano poszłem biegać. Od razu po drodze kupiłem sobie kanapkę i sałatkę. Gdy wróciłem do domu najpierw poszedłem się umyć i przebrać, dopiero wtedy zjadłem. Po jeżeniu umyłem starannie dłonie i wyrzuciłem śmieci do kosza. Wziąłem książkę i ułożyłem się na łóżku.
Pierwsza z brzegu była "Teoria wszystkiego: powstanie i losy Wszechświata" napisana przez Stephena Hawkinga. Gdy skończyłem czytać 20 stron spojrzałem na zegarek. Była już 9:00, za niedługo miał wyruszyć konwój z mutantami. Wstałem i zaznaczyłem zakładka gdzie skończyłem w książce. Ubrałem swój strój i dobrałem odpowiednią broń do misji. Tym razem chciałem bez zabijania zrobić. W konwoju były dzieci od 8 do 13 lat. Wolałem by nie widziały krwi. Wziąłem zamiast nabojów środki usypiające. Oczywiście katany też zabrałem na wszelki wypadek. Zabrałem również mini bombę, która miała wysadzić drzwi w cieżarówce by wyciągnąć dzieci. Ruszyłem na umówione miejsce. Wspiąłem się na drzewo i użyłem kamuflażu. Spojrzałem przez rolnetkę na konwój. Podwoili ochronę 2 samochody z przodu 2 z tyłu, w środku ciężarówka. Musiałem mieć plan, a niestety takiego nie miałem. Zeszłem z drzewa i spojrzałem na mapę którą jada. Wsiadłem na motor i ruszyłem w odpowiednie miejsce. Byłem przed czasem, gdyż nie dojechali jeszcze.
Wyłączyłem silnik i zsiadłem z motocyklu. Ustawiłem pułapki na samochody jednoosobowe. Na szczęście uaktywniały się gdy ja chciałem, a nie samoczynnie. Dzięki temu mogłem dowolne auto weliminować kiedy chciałem. A plan był taki by wszystkie za jednym razem. Ustawiłem w odpowiednim miejscu pułapki i schowałem się w krzakach. Po upłynięciu 5 min nadjechali.
Kliknąłem na przycisk w padzie i pierwsze auta wyleciały w powietrze i lądując dachem do góry tym samym uniemożliwiając przejazdu innym. Po chwili wysadziłem w powietrze dwa kolejne samochody z tyłu. Dwaj faceci w ciężarówce nie wysiadali. Ja zakradłem się na tył i ustawiłem bombę na drzwiach, mówiąc do dzieci by się odsunęły. Nagle usłyszałem jak z pierwszych samochodów ktoś wychodzi. Wiedziałem, że mieli obrażenia ale niektórzy mogli przeżyć. Wyciągnąłem swój pistolet naładowany pociskami usypiającymi i przeładowałem. Stanąłem pod drzwiami od ciężarówki i słuchałem kroków. Zrobiłem przewrót w kierunku samochodu, który był dachem do góry. Był to jeden z samochodów, który jechał z tyłu. Słyszałem strzały lecz nie przejąłem się. Wychyliłem się lekko zza samochodu i strzeliłem w jednego z facetów. Od razu padł, ja schowałem się ponownie. Nagle dzięki zaawansowanej masce usłyszałem jak rozmawiają ze sobą ludzie w ciężarówce: " Wyciągaj broń zastrzelimy dziada!" "Na takiego nie działa broń weź tą nową padnie i zabierzemy go, szefowi się przyda nowe trofeum". Po usłyszeniu tego czułem, że nie ma czasu. Użyłem znów swojego zaawansowanego pada i tylne drzwi ciężarówki wyleciały. Szybkim ruchem wstałem i strzeliłem w kolejnego typa. Szybko pobiegłem do ciężarówki. Zauważyłem tam 2 dzieci, zapewne bliźniaki.
- Szybko uciekajcie w prawo i schowajcie sie - odparłem i pomogłem im zejść z ciężarówki.
Pobiegli a ja już słyszałem kroki. Spojrzałem zza ciężarówki i zauważyłem, że wystrzeliwują jakiś promień ogłuszający. Na szczęście udało mi się schować głowę. Znów zrobiłem przewrót i schowałem się za samochodem. Sprawdziłem naboje i ilu ich jest. Zostali tylko dwaj. Jeden miał nowoczesną broń, a drugi zwykłą. Gdy się wychyliłem dostałem promieniem, od razu powaliło mnie na ziemię i ogłuszyło. Probowałem się pozbierać, lecz pierwszy raz spotkałem się z taką bronią. Podeszli do mnie jeszcze zanim chociażby kucnąłem.
- patrz broń działa hah ! - zaśmiał sie jeden z nich
- nie gadaj tyle pilnuj go ja ide po dzieciaki ! - odparł drugi
Ja nie miałem sił, tak jakby wszystkie moje mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa. Lecz gdy usłyszałem o dzieciach z całych sił próbowałem wstać, lecz nic. W końcu zmusiłem sie i użyłem mocy grabieży na człowieku który stał przy mnie. Moje ciało upadło, lecz ja kontrolowałem faceta. Rzuciłem broń na ziemie i zacząłem ją deptać. Wiedziałem, że zostało mi mało czasu. Gdy znów powróciłem do swego ciała mogłem już wstać. Jakby wcześniejszy mój stan zależał od broni. Facet nie wiedział jakim cudem broń zniszczona jest. Strzeliłem pociskiem usypiającym w faceta i pobiegłem za drugim. Podciąłem mu nogi i również dostał z strzałki. Zacząłem wołać dwójkę dzieci. Przyszły gdy tylko usłyszały mój głos. Zadzwoniłem do Profesor Storm.
- Mam maluchy przyleć po nie - odparłem
- Zrozumiałam - odparł miły głos w słuchawce.
Po chwili nad nami zawiał wiatr, a spod kamuflażu ujawnił się statek.
- Nie dam rady tu wyladować niedaleko masz polane przyprowadź je -odpowiedział głos
-Rozumiem - odparłem
Gdy dotarłem z dziećmi samolot już czekał. Otworzył się tył i wyszła z niego białowłosa kobieta.
- Witaj Reaper - odparła i spojrzała na dwójkę dzieci - tylko tyle ?
- Widocznie mieli mało zgłoszeń - odparłem
Kucnęła koło nich. Dzieci miały długie włosy jakby nigdy ich nie obcinały, dlatego trudno było mi określić ich płcie.
- Jak się nazywacie ? - zapytała przyjaznym głosem
Nie odzywali sie przez chwile, aż jedno wystąpiło do przodu.
- Ja jestem Emma, a to mój brat Ron - odparła słodkim i cienkim głosikiem. Miały może po 12 lat nie wiecej.
- Chodźcie ze mną nic wam już nie grozi, zawiozę was w bezpieczne miejsce - odparła
Dzieci złapały ją za rączkę i poszły z nią do samolotu. Ja ruszyłem w drogę powrotna do swojego motocyklu. I tak minęło mi pół dnia. Wróciłem do domu spocony i nawet trochę zmęczony. Umyłem się i wysuszyłem, po czym ubrałem czyste ciuchy. Wybrałem się do miasta do restauracji i zamówiłem jedzenie na wynos i picie. Motorem pojechałem w moje ulubione miejsce gdzie mogłem w spokoju zjeść oraz odpocząć. Było to trochę za miastem. Miejscu nie uczęszczanym przez ludzi. Zrobiłem nawet sobie tu ławkę by jest normalnie jak człowiek, a nie na ziemi. Piękny zachód słońca uśmierzył ból jaki czułem w stawach. Miałem tylko kilka zadrapań po misji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz