wtorek, 24 marca 2020

Od Archiego C.D Iryna

Super, nie mogę spokojnie wyjść, napić się piwa. Dziewczyna, którą spotkałem, postanowiła radośnie, wplątać mnie w jakieś swoje interesy. Gdyby, nie to, że nie posiadam obecnie zbyt, wiele pieniędzy, po prostu, bym to olał. Nadal czekałem na odpowiedź z pracy. Nie dość, że wypiła to jeszcze, postanowiła prowadzić auto. W sumie mała pomoc, w załatwianiu jej spraw, mogła okazać się ciekawą przygodą.
- Dobra, skoro płacisz za to, a ja ostatecznie nie posiadam kasy, to wszystko mi jedno.
Nie, zamieniliśmy po drodze, już ani jednego słowa. Dopiero gdy wysiadłem z auta, zabrała głos.
- Jutro jestem po Ciebie o szóstej rano, mamy plan do obmyślenia.
- Dobra, będę gotowy.
Wróciłem do pokoju, położyłem się na łóżku i zasnąłem w opakowaniu. Dopiero gdy mój alarm zabrzmiał, poderwałem się, wskoczyłem pod prysznic, wskoczyłem w wygodne ciuchy, złapałem kanapkę w rękę i zrzedłem na dół. Iryna była po mnie punktualnie, otworzyłem drzwi od auta i wsiadłem.
- Dokąd jedziemy ?
- Do parku Villan, tam spokojnie pogadamy.
Dziewczyna ruszyła, z piskiem opon, aż mnie zdziwiło to, że nie jest jej ich szkoda, ale pewnie ma tyle hajsu, że może sobie pozwolić na ich częstą wymianę. Po dojechaniu na miejsce chciałem, wysiąść, ale dziewczyna mnie zatrzymała.
- Zostajemy tutaj, jakie masz moce ?
- Ja z tego, co wiem, oczy pozwalające przewisywać ruchy przeciwnika, bez problemu. Jest to zaleta podczas walki na bliskim dystansie, gdyż moge przygotować sprytny kontratak, zanim oponent wykona ruch lub zareagować w ostatniej chwili. Ponadto, moje kopiujące wirujące oczy znacznie zwiększają percepcję. Wyostrza wzrok, pozwala na dostrzeżenie rzeczy niemożliwych do zobaczenia dla normalnego oka. Mam możliwość kopiowania technik Taijutsu, jak i Ninjutsu, co pozwala mi zaskoczyć przeciwnika jego własnymi ruchami. Oczy te mają również umiejętność do widzenia przepływu chakry, co jest bardzo skuteczną kontrą dla Jutsu polegających na kamuflażu oraz sztuczek z bombami dymnymi. Ostatnią ze zdolności Sharingana jest możliwość przejrzenia, jak i rzucania paraliżujących technik Genjutsu na ofiarę. Jedną z nich jest Genjutsu: Sharingan.
- Czyli masz dobry wzrok.
- No raczej ja nadaje się do walki, ewentualnie odwrócenia uwagi.
- Dobra, a czy jesteś w stanie namierzyć tych typów?
- Widzę, energię życiową przez ściany, jak i z kilkunastu kilometrów więc nie będą w stanie nas zaskoczyć ani się przed nami schować.
- Dobra w takim razie ja zajmę się szukaniem ich. Gdy ich znajdziemy. Wchodzisz do akcji ze mną, jesteś oczami operacji, mają broń, która może zmienić człowieka w maszynę do zabijania, z tego, co zrozumiałam, nie mają szans, by cię trafić, więc będziesz walczyć, ja odbiorę i dostarczę przesyłkę, a ty będziesz mnie osłaniał, Pasuje ?
- Pasuje. - odpowiedziałem.

Iryna?

poniedziałek, 23 marca 2020

Od Archiego " Praca"

Nadeszła chwila aby rozejrzeć się nad jakąś pracą. Ten świat jest tak skonstruowany, że trzeba zarabiać pieniądze, nawet wtedy, gdy ma się super moce. Po czwartkowych od razu wróciłem do pokoju. Zdjąłem z siebie bluzę i położyłem się na łózko. Sięgnąłem po laptopa i zacząłem szukać ofert pracy. Już miałem zamiar rezygnować kiedy zobaczyłem ogłoszenie, które mnie zainteresowało. Poszukiwano instruktora jazdy konnej, co prawda dawno już nie jeździłem jakieś 4 lata ale przynajmniej miałem zrobiony kurs. Wziąłem się więc za pisanie swojego CV. Gdy skończyłem wydrukowałem je i położyłem na stole.
Poszedłem się ogarnąć, wziąłem szybki prysznic i ogoliłem się po czym wyciągnąłem z szafy biała koszulkę jeansową kurtkę i spodnie oraz białe adidasy. Schowałem dokument do teczki i wyszedłem z pokoju. Po dotarciu na miejsce zapukałem do biura.
- Proszę - usłyszałem spokojny damski głos.
Nacisnąłem na klamkę i wszedłem do środka.
- Witam ja w sprawie ogłoszenia, podobno poszukujecie instruktora - powiedziałem pewnym głosem.
- Tak proszę niech pan siada, mogę prosić pańskie CV
- Tak oczywiście - podałem jej teczkę.
Kobieta otworzyła ją i wyjęła z środka "dokument"-( tutaj proszę zdj na słowie dokument) zaczęła go czytać po czym zmierzyła mnie wzrokiem.
- No dobrze, to ja mam pytanie jakby pan wytłumaczył swojemu kursantowi co to jest ustawienie konia ?
- Ustawienie oznacza to, ze koń skręca głowę w bok w potylicy. Jeździec osiąga wyraźne ustawienie kiedy obciąża równomiernie obydwie kości kulszowe,wydłuża zewnętrzną wodze, bez utraty kontaktu. w prawidłowym ustawieniu jeździec zauważy kącik oka i krawędź nozdrza konia od wewnętrznej strony. przestawiając konia na przykład w zmianie kierunku, najpierw trzeba starannie ustawić konia na wprost działając pomocami aktywizującymi a dopiero potem zażądać nowego ustawienia. Najczęstszy błąd polega na tym,że jeździec wymusza ustawienie sztywną lub wyciągniętą wewnętrzną wodzą tym samym usztywnia koniowi szyje, uniemożliwiając wykrok i podstawienie wewnętrznej tylnej kończyny.Jeżeli zewnętrzna wodza blokuje ustawienie , dochodzi do skrzyżowania potylicy.
- Dobrze proszę zapisać tutaj swój numer na pewno się odezwiemy.
Wziąłem kawałek kartki i zapisałem cyferki po czym się podpisałem.
- Proszę - położyłem kartkę.
- Dobrze to wszystko Dziękuję.
- Dziękuje Do widzenia - odpowiedziałem po czym wyszedłem z biura i skierowałem się w stronę pokoju.
Nie ukrywam byłem troszkę zestresowany. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że na prawdę, zależało mi na tej pracy. Po powrocie, przebrałem się w wygodne ciuchy i położyłem na łóżku. odpaliłem film trzymając telefon blisko siebie, gdyby Pani z biura oddzwoniła do mnie.


Koniec
W komentarzu będzie napisane czy otrzymasz pracę. 

Od Iryny CD Archie

– Ja mój drogi jestem tutaj w interesach - mruknęłam poprawiając usta czerwoną szminką po wypiciu zawartości szklanki. Od dłuższego czasu pracowałam jako najemniczka. Klienci wiedzieli, że właśnie w tym klubie mogą mnie spotkać, dokonać transakcji i czekać na wykonanie zlecenia. - Wybacz na moment - schowałam szminkę do nerki, którą miałam na biodrach. Pasowała idealnie do eleganckich kreacji i była bardzo wygodna. Pewnym, lecz bardzo kobiecym krokiem ruszyłam do loży, w której czekał już starszy mężczyzna. Siedział w towarzystwie dwóch hostess , którym kazał odejść kiedy tylko mnie zobaczył.
– Ah Iryno - westchnął. Nasza konwersacja prowadzona była w języku włoskim. - Mój Syberyjski kwiecie - uśmiechnął się i wskazał dłonią miejsce, które miałam zająć. Grzecznie to zrobiłam. Życie nauczyło mnie, że nie warto zadzierać z ojcami mafii.
– Witaj Benito - kąciki moich ust lekko się uniosły. - W czym mogę ci dzisiaj pomóc? - machnął ręką do jednej z kelnerek żeby przyniosła nam drinki. Skąpo ubrana blondynka przyniosła dwie szklanki.
– Sprawa jest banalna mała. Odzyskasz coś co powinno należeć do mnie - upiłam łyk trunku, który nam dostarczono. - Ostatnio kiedy byłem w interesach kutasy od Artema włamali się do mojej posiadłości.
– Co ci zwinęli? - zapytałam zaciekawiona.
– Broń, która jest w stanie rozpierdolić cały stan - zamrugałam kilka razy z niedowierzaniem.
– Wiem, że nie powinnam ale po co ci narzędzie masowej destrukcji? - zmarszczyłam delikatnie brwi.
– Najpierw myślałem nad tym, żeby zrobić z niej jakiś użytek ale żona mnie od tego odwiodła. Trzymałem ją w sejfie na wypadek gdyby ktoś kiedyś próbował mi grozić - westchnęłam głośno.
– Trzymałeś w domu atomówkę?
– To nie jest zwykła broń. Można powiedzieć, że to coś w rodzaju serum, szczepionki, która jest w stanie zmienić człowieka w super żołnierza - dopiłam drinka do końca.
– Trzy dni. Daj mi dokładne namiary na jego ludzi - wyciągnęłam telefon i uruchomiłam aplikację banku. - Tak jak zawsze, połowa przed robotą, reszta po - zbliżył swoją komórkę żeby przelać cześć mojego wynagrodzenia. Widząc powiadomienie o wpływie pięciocyfrowej liczby uśmiechnęłam się. - Interesy z tobą to czysta przyjemność - wstałam. Zrobił to zaraz po mnie. - Pozdrów Lily i dzieciaki. Wpadnę do was z tym kurestwem.
– Zawsze jesteś u nas miłe widziana - na pożegnanie pocałowaliśmy się w policzki. Z uśmiechem na twarzy wróciłam do baru przy którym dalej siedział rudzielec.
– Co tam? Jesteś już bardziej rozrywkowy? - dłonią dałam barmanowi znać żeby nalał mi jedną kolejkę.
– Szybko się uwinęłaś - wzruszyłam ramionami.
– Moi klienci zawsze wiedzą czego chcą więc nie musimy marnować czasu na niepotrzebne gierki.
– Ile bierzesz? - i wtedy zrozumiałam o co mu chodzi.
– Nie stać cię - puściłam mu oczko i poprosiłam o następna kolejkę kiedy skończyłam pić to co miałam w szklance.
– Skąd ta pewność?
– Nie jesteś głową włoskiej mafii - wyciągnęłam dłoń do  przodu żeby przyjrzeć się swoim czarnym paznokciom. - Za wysokie progi na twoje nogi kotku - rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie. Popatrzyłam na niego z wyższością. - Chcesz się na coś przydać i wykorzystać nadmiar wolnego czasu? - co prawda wolę pracować sama ale przydupasek zawsze na coś się przyda.
– Zależy w co chcesz mnie wciągnąć.
– Zapłacę ci. Tyle powinno wystarczyć - podałam barmanowi kartę żeby zapłacić za wszystko. - Za niego też - mruknęłam. - Zbieraj manatki. Podrzucę cię do akademika - ruszyłam do szatni jednak zatrzymałam się przy drzwiach. - No rusz tą dupę - przewróciłam oczami. Niechętnie w końcu się ruszył. Wzięłam swoje futro i razem z rudym poszliśmy na parking.
– Nie ufam kobietom za kółkiem. Tym bardziej nie ufam pijanym kobietom za kołkiem - mruknął idąc za mną, a kiedy zatrzymaliśmy się przy lambo westchnął głośności. - Naprawdę masz zamiar prowadzić tą bestię?
– Boże zamknij się już i wsiadaj - przewróciłam oczami i usiadłam za kierownicą. Niechętnie zajął miejsce pasażera. Wyjechaliśmy na ulicę.
– W czym mogę pomóc kurtyzanie?
– Nie jestem dziwką rudzielcu. Robię za najemniczkę. Jeśli myślisz że chciałam cię wykorzystać to niestety zmartwię cię, nie jesteś w moim typie. W każdym razie zapłacę ci za pomoc. Obiecałam, że uwinę się z tym zadaniem w trzy dni, a to trochę nierealne. Wchodzisz w to?

<Archie?>

niedziela, 22 marca 2020

Od Lindsay

   Minęło parę dni, odkąd dziewczyna zawitała na terenie Instytutu Xaviera. Przez ten czas zdążyła zaakceptować klimat tego miejsca, a także zaczęła rozpoznawać członków swojej klasy i twarze nauczycieli.  Szybko spostrzegła, że jako jedyna zostawała po każdej lekcji przy wykładowcach, starając się zdobyć dodatkowy materiał krążący wokół przerobionego tematu. Problemem nie było to, iż czegoś nie rozumiała. Pilnie wsłuchiwała się w słowa profesorów, jednak jej ambicje potrzebowały większego zakresu. Choć z początku wynalazła sobie za dużo zajęć, sprawnie rozporządziła swój czas. Wpierw jej życie wyglądało, jakby szła według zegarka i najmniejszy błąd spowodowałby zaburzenie rytmu jej egzystencji. Zbyt bardzo czuła się spięta, toteż zdecydowała się na większy luz i spontaniczność. Wciąż trzymała się swojego pierwotnego planu, ale już nie tak ściśle.
   Tego dnia zbudziły ją jedynie przyjemne promienie słońca, które przebiwszy się przez szybę okna, zaczęły ocieplać jej twarz. Uchyliła powieki zadowolona z faktu, iż to nie budzik jest jej katem tego poranka. Podniosła się do pionu i rozejrzała po pustym pokoju. Swoje wszystkie rzeczy porozkładała  w taki sposób, iż dalej nie było widać jakichkolwiek oznak tego, ażeby ktokolwiek zamieszkiwał to pomieszczenie. Codziennie starannie ścieliła swoje łóżko, składając kołdrę w równą kostkę. Brała szybki prysznic i ubierała luźniejsze dresy, dodające jej swobody ruchu. W ten sposób poranne bieganie poprawiało jej humor. Nie tylko ona wpadała na taki pomysł. Sporo uczniów zrywało się, skoro tylko słońce wychyliło się za rogu, po czym wychodziło z akademika i ruszało na powietrze, w celu poprawienia swojej kondycji. Dla Lindsay była to okazja do rozładowania nadmiaru energii. Lekcje wychowania fizycznego jej nie wystarczały, ona potrzebowała większej dawki ruchu. W Instytucie brak było dodatkowych zajęć, bądź jakiegokolwiek klubu sportowego. Spore zainteresowanie wzbudziła w niej możliwość dołączenia do teatru, jednak musiałaby wtedy zmodyfikować swój plan dnia. Biegła ścieżką po terenach Instytutu, a otaczały ją jedynie drzewa. Z jej zamyśleń wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi. Zatrzymała się gwałtownie i rozejrzała po otoczeniu, szukając źródła hałasu. Spostrzegła, iż jest już przy skraju lasu. Obok niej stał stuletni budynek, którego spora część była obrośnięta gęstym bluszczem. Ze środka opuszczonego domu wyszedł dosyć wysoki chłopak o ciemnobrązowych włosach. Zauważył ją, ale nie wyglądało na to, aby się tym przejął. Jedynie  spuścił wzrok i zakluczył drzwi, po czym jakby nigdy nic odwrócił się i ruszył spokojnym truchtem wzdłuż wyznaczonej ścieżki. Rudowłosa dziewczyna stała jeszcze moment w miejscu, obserwując z zainteresowaniem budynek. Dlaczego ten chłopak wyszedł z niego? Czemu miał do niego klucze? Mieszkał tam? Z każdą sekundą liczba pytań w jej głowie wzrastała. Rzuciła przelotne spojrzenie na zegar, zdobiący jej nadgarstek. Nie miała czasu na stanie i zastanawianie się nad tym wszystkim. Wróciła pędem do mieszkania i przebrała się w bardziej odpowiednie ciuchy do szkoły. Złapała plecak i poszła na zajęcia.
***************
Po drugiej lekcji, jaką był język angielski, została chwilę, by dopytać profesora o jakiś dodatkowy materiał. Przy wychodzeniu z sali, zbyt gwałtownie popchnęła drzwi, przez co usłyszała jęk zza nich. Ktoś musiał mocno od niej oberwać tym kawałkiem drewna. Wychyliła się i pierwsze co ujrzała, to chłopaka, który rano wychodził z opuszczonego budynku. Teraz natomiast, lekko pochylony, trzymał rękę przy krwawiącym nosie.  W pierwszej chwili w duszy dziewczyny nad troską wygrała ciekawość. Zamiast zapytać o jego stan na obecny moment, na język cisnęły jej się pytania związane z jego obecnością w tamtym budynku. Znała się jednak na zasadach kultury, więc uspokoiła swoje nadmierne zainteresowanie. Nie należała do osób wścibskich, ale jak coś nie dawało jej spokoju, to ciężko szło jej ignorowanie czegoś takiego. 
 - Nic ci nie jest? Przepraszam najmocniej, nie spodziewałam się, że ktoś będzie stał centralnie za drzwiami - mruknęła. Nie odezwał się, tylko wbił wzrok w rękę, po której spływała krew. Następnie obrócił się i szybkim krokiem zniknął jej z oczu, skręcając w pierwszy korytarz. Lindsay westchnęła ciężko. Powiedziała coś nie tak? Starała się być miła, choć niecodziennie zdarza jej się bić drzwiami nieznajomych ludzi. Usiadła na krześle przy sali, w której miała mieć następne zajęcia, jakimi była matematyka. Analizując otrzymany przez nauczyciela dodatkowy materiał spostrzegła, iż korytarzem szedł znowu ten chłopak. Najwyraźniej opanował sytuację z krwawiącym nosem, bo po ranie nie było ani śladu. Rudowłosa podniosła na niego wzrok i choć usłyszała dzwonek na kolejne lekcje, wstała i w pewien sposób zagrodziła mu drogę. 
 - Słuchaj, chciałabym cię jeszcze raz przeprosić za przywalenie drzwiami w twarz. Teraz możesz sobie już iść - machnęła ręką i odeszła. Czuła się zobowiązana do tego, by mężczyzna na pewno otrzymał od niej przeprosiny. Tego wymagała od niej kultura. 

<Ethan?>

Od Archiego [Dołączenie]

Zawsze myślałem, że jestem normalnym człowiekiem. Nie byłem świadomy tego jak bardzo się myliłem. Prowadziłem normalne życie śmiertelnika jednak to jedno zdarzenie odmieniło moje życie na zawsze. Był zimowy wieczór kiedy szedłem ulicą miasta na spotkanie z moim najlepszym przyjacielem Dymitrm znaliśmy się odkąd pamiętam nasze rodziny się przyjaźniły od dzieciaka razem bawiliśmy się na palcu zabaw potem chodziliśmy do tej samej szkoły a żeby było tego mało to i tej samej klasy. Gdzie byłem ja tam i on, często nocowaliśmy u siebie a nasza przyjaźń była aż po sam grób. Gdy się spotkaliśmy od razu nasze nogi poniosły nas do sklepu gdzie kupiliśmy sobie kilka piwek po czym usiedliśmy na skraju lasu aby wypić je i pogadać. Dymitr zwierzał mi się ze swojego pierwszego zauroczenia ja zaś gadałem jak zwykłe coś o boksie. Nie pamiętam co dokładnie się stało, ktoś podbiegł do nas krzycząc niezrozumiałe słowa po czym uciekł w las. Gdy się obejrzałem mój przyjaciel leżał zakrwawiony na ziemi a ja poczułem niewyobrażalny ból ktoś stał nad nim z metalową rurką. Szybko odepchnąłem napastnika który uciekł, zadzwoniłem na pogotowie ale za nim dotarli on odszedł na moich kolanach. Płakałem jak dziecko nie wiedziałem co mam zrobić gdy ratownicy wsadzili jego ciało w czarny worek nie mogłem uwierzyć co się stało. Przecież to mogłem być ja dlaczego to nie byłem ja ? W duchu wciąż zadawałem sobie to pytanie. Mój film się urwał ocknąłem się dopiero wtedy gdy dusiłem morderce mojego przyjaciela. Krzyczał coś na temat oczy, tak widziałem wyraźnie wszystko nie wiem jakim cudem przewidywałem ruchy jego jak i policjantów którzy usiłowali mnie odciągnąć. Nagle z moich oczu zaczęła lecieć krew zostałem skuty i zabrano mnie na komisariat. Pomimo, że zabiłem kolesia nie wsadzono mnie do więzienia a wysłano w to dziwne miejsce. Od tamtego wieczoru minął ponad miesiąc przeprowadzono na mnie wiele badań. Stwierdzono, ze posiadam moc Sharingana i dokładnie wytłumaczono na czym to polega. Nigdy nie byłem zwykłym człowiekiem . Moc została aktywowana w momencie przeżywania ogromnego cierpienia związanego z morderstwem kumpla na moich oczach. W końcu mnie wypuszczono stałem się uczniem Instytutu Xaviera miałem swój pokój i chodziłem na specjalne zajęcia. W końcu przystosowałem się do panujących tutaj zasad oraz zaakceptowałem siebie.
~~~~
Kiedy wszystkie zajęcia tego dnia dobiegły końca postanowiłem wybrać się wieczorem samotnie do Pubu LiReve.
Wróciłem do swojego pokoju położyłem się na łóżko po czym zdrzemnąłem się godzinkę. Gdy wstałem postanowiłem lekko się odświeżyć i zjeść jakiś obiad na mieście w tym celu udałem się więc do restauracji Shmidt Studio. Zamówiłem sobie kurczaka z frytkami i cole. Byłem tak głodny, że zjadłem wszystko. Po wyjściu udałem się na krótki spacer po czym wróciłem do pokoju i przebrałem się w jeansy białą koszulkę i jeansową kurtkę następnie udałem się do Pubu. Usiadłem przy barze i zamówiłem sobie piwko, piłem je w samotności gdyż nikogo jeszcze nie nie znałem pomimo długiego pobyty w tym mieście. Nagle obok mnie usiadła jakaś wytatuowana laska. Od razu poczułem jak dokładnie mierzy mnie swoim spojrzeniem. Jednak postanowiłem się tym nie przejmować, może to dlatego, ze jestem rudy i moje włosy przyciągają uwagę innych.
-Pijesz ? - spytałem dość obojętnym tonem.
-Spoko, zamówię sobie – odparła
Po chwili barman podał jej drinka. Zamienili ze sobą kilka słów po czym ponownie zabrała głos.
-Jak ci na imię ?
-Archibald ale wole Archi.
-Iryna … od dawna tutaj jesteś ?
-Nie licząc badań to od niedawna a razem z tymi dziwnymi procedurami od dawna.
-Można wiedzieć jak tutaj trafiłeś ?
-Dostałem czerwonych krwawiących oczu i zamordowałem morderce mojego przyjaciela.
Po chwili barman podał mi kolejne piwo które wypiłem niemal duszkiem, zawsze tak robiłem gdy ktoś wchodził na ten drażliwy temat. Dziewczyna ponownie na mnie spojrzała i również zamówiła kolejnego drinka.
-Zamierzasz siedzieć i zamulać Archi ?
-Przeszedłem się tutaj po prostu napić a co masz jakąś propozycje ?

Iryna ?

sobota, 21 marca 2020

Od Iryny cd Jonatan

Przystałam na jego propozycję. Złapałam jego dłoń i dałam porwać się na parkiet. Jonatan przyciągnął mnie do siebie. Dłonie partnera spoczęły na moich biodrach, a moje ręce owinęłam wokół jego szyi.
– Chciałbyś mi może pomóc z taką jedną, niewielką sprawą? - patrzyłam mu prosto w oczy. Jak szczeniaczek. Uśmiechnął się nie wiedząc nawet o co dokładnie chodzi.
– Co to za sprawa? - poprawił kosmyk włosów, który zasłaniał moją twarz.
– Chcę otworzyć mały biznesik i będzie mi potrzebna pożyczka.
– Lecisz z grubej rury mała - poczułam jego dłonie na pośladkach. Mój malec spoczął na jego ustach.
– Ty również - drugą ręką pozbyłam się jego niesfornych łapek naruszających moją strefę komfortu. – Mogę tylko powiedzieć, że zyskasz na tej przysłudze - zabrałam palec. Położyłam dłoń na jego policzku. - To jak będzie? - jeśli czegoś chcę, dostanę to nieważne za jaką cenę. Nawet jeśli się nie zgodzi byłam w takim miejscu, w którym o łatwy zarobek nie było ciężko.
– Dlaczego miałbym ci zaufać? Mogłabyś równie dobrze zwiać z kasą i wymazać swoje istnienie - mruknął czekając na mój kontrargument.
– Liczyłam na łatwy start. Niestety w tych czasach o to ciężko - westchnęłam głośno. Pomalowałam go w policzek i wyszeptałam do ucha. - Nie musisz na mnie czekać - ugryzłam delikatnie jego płatek po czym odeszłam od niego. Był kompletnie zdezorientowany co szczerze mówiąc bardzo mnie usatysfakcjonowało. Sekundę później poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odruchowo przyszykowałam się do odparcia uderzenia jednak kątem oka widząc znajomą twarz uspokoiłam się.
– Chcesz mi coś udowodnić? - uniosłam jedną brew.
– Co masz na myśli? - naprawdę nie wiedziałam o co mu chodzi.
– Obraziłaś się bo ci odmówiłem?
– Słucham? Za kogo ty mnie uważasz? Jestem na poziomie intelektualnym dziesięć razy większym od twojego. Nie mam zamiaru dawać żadnej popisówy i naprawdę podziękuję za wsparcie od twojej osoby - zdenerwował podpitą Rosjankę. Nie był świadomy jakie piekło w tej chwili rozpętał. Patrzył na mnie nic nie mówiąc. Cały czas patrzył aż w końcu złapał moją twarz i przyciągnął do siebie. Zamrugałem kilka razy zdziwiona. Nie opierałam się. Dałam ponieść się chwili. - Wiesz co, możemy już wracać - mruknęłam odsuwając się od niego. - Zdecydowanie możemy - i znowu przyciągnęłam go do siebie. Potrzebowałam tego jak nigdy. Zgodził się delikatnym skinieniem. Poszliśmy po swoje rzeczy i chwile później byliśmy już w samochodzie. - Dasz radę prowadzić? - poprawiając szminkę, która rozmazała się podczas pocałunku zerknęłam na niego.
– Nie wypiłem dużo - wzruszył ramionami.
– Nie zabij nas - zaufałam mu ale i tak czułam się trochę niepewnie. Całe szczęście odstawił nas całych pod swój dom. Zaprowadził mnie do środka. Przy wejściu czekał doberman, który na mój widok zaczął warczeć pokazując bardzo nieprzyjemnie wyglądające kły.
– Idź do siebie - mruknął do psa. Od razu wykonał polecenie. Jakież te psy są inteligentne. Jonatan złapał mnie za dłoń i zaciągnął do swojej sypialni.
~~~~
Obudziłam się pierwsza. Podniosłam się do siadu i przetarłam zaspane powieki. Rozejrzałam się po pokoju żeby znaleźć zegarek. Stał na szafce nocnej. Dochodziło południe. Westchnęłam głośno. Wstałam z posłania. Przeciągnęłam się po czym zaczęłam zbierać z podłogi ubrania, które poprzedniej nocy porozrzucałam po całym pokoju. Dosłownie. Ubrałam je po czym nogi zaprowadziły mnie do kuchni. Byłam bardzo ’wczorajsza’. Nie chodzi o kaca tylko o wygląd. Rozczochrane włosy, rozmazany makijaż i wieczorowe ubrania. Postanowiłam przed wyjściem okraść właściciela z płatków. Zjadłam je siedząc na blacie.

<Jonatan?>

Archie Andrews[Archiekins]

Imię i nazwisko: Archie Andrews [Archiekins]
Głos: KJ Apa - I'll Try
Życie:
  • Wiek: 22 lata
  • Płeć: Mężczyzna
  • Data Urodzin:16.07
  • Orientacja: Heteroseksualna
Moc: Sharingan-pozwala przede wszystkim na przewidywanie ruchów przeciwnika. Jest to niesamowicie wielka zaleta podczas walki na bliskim dystansie, gdyż użytkownik tych oczu z racji swoich proroczych zdolności może przygotować sprytny kontratak zanim oponent wykona ruch lub zareagować w ostatniej chwili. Ponadto, Kopiujące Wirujące Oczy znacznie zwiększają percepcję osoby, która je posiada. Wyostrza wzrok, pozwala na dostrzeżenie rzeczy niemożliwych do zobaczenia dla normalnego oka. Kolejną zdolnością tego Kekkei Genkai jest możliwość kopiowania technik zarówno Taijutsu, jak i Ninjutsu, co pozwala na zaskoczenie przeciwnika jego własnymi ruchami. Oczy te mają również umiejętność do widzenia przepływu chakry, co jest bardzo skuteczną kontrą dla Jutsu polegających na kamuflażu oraz sztuczek z bombami dymnymi. Ostatnią ze zdolności Sharingana jest możliwość przejrzenia, jak i rzucania paraliżujących technik Genjutsu na ofiarę. Jedną z nich jest Genjutsu: Sharingan.
Klasa: 6
Pokój : Akademik nr 1, pokój nr 2
Praca: Instruktor jazdy konnej
Charakter: Archie jest życzliwy i uczynny, bardzo chętnie pomoże jeśli jest taka potrzeba. Ma dobre serce jest uczciwy, po prostu nie potrafi kłamać. Wobec przyjaciół i bliskich jest lojalny zawsze trzyma ich stronę i nigdy nie pozwoliłby sobie na zdradę. Archie pragnie chronić swoich bliskich przed całym złem tego świata, to opiekuńczy chłopak. Jednak te cechy wcale nie odbierają mu jego męskości gdyż potrafi być arogancki i agresywny. Wcale nie jest tak ciężko nakłonić go do bójki ani ostrej wymiany zdań. Nigdy nie pozwala sobie wejść na głowę. Ma problemy z trzymaniem nerwów na wodzy czasami po prostu wybucha i najlepiej zostawić go wtedy samego. Najbardziej cierpi w obliczu bezradności kiedy widzi jak jego przyjaciele cierpią a on może tylko stać i patrzeć gdyż nie jest w stanie zrobić niczego co mogło by złagodzić ból. Niestety mimo wszystko posiada niską samoocenę czasami czuje, że nie jest wiele wart. Bywa naiwny do tego stopnia że przestaje odróżniać dobro od zła. Ulega autodestrukcyjnym pokusą,łatwo jest go zmanipulować. Nie potrafi zdecydować się co do swoich uczuć co wskazuje na to, że był w wielu związkach. Jet również osobą zmienną co do swoich pasji ma wiele talentów, dusze artysty jednak mimo to woli boks i walki w klatkach oraz futbol amerykański.
Aparycja: Archie jest wysokim facetem o bladej karnacji. Ma rude włosy zazwyczaj niechlujnie roztrzepane gdyż nie chce mu się ich zazwyczaj układać. Jego oczy są brązowego koloru chyba że używa swoich mocy wtedy zmieniają barwę na czerwone. Dużo czasu spędza ćwicząc co sprawiło, że stał się dość muskularny. Na jego prawym ramieniu znajduję się tatuaż w kształcie węża który utożsamia go z przynależnością do gangu ''Southside serpent”
Poziom Mutanta:
Partner: --
Inne: [1] [2]
Kontakt: Bad Boy[Howrse]

czwartek, 19 marca 2020

Od Jonatan'a cd Iryny

- Nie martw się, możesz pić ile chcesz - odparłem z uśmiechem i ruszyłem z piskiem opon.
Zaparkowałam na parkingu niedaleko pubu LiReve. Otworzyłem drzwi od strony pasażera. Gdy wysiadła ruszyliśmy do Pubu. Kolejka była duża do wejścia, a nie każdy mógł wejść. Tylko bogaci i zaufani mogli. Gdy była nasza kolej powitał nas "goryl". Spojrzał na nas jak na intruzów. Wyciągnąłem z tylnej kieszeni złota kartę i pokazałem mu. Nic nie powiedział tylko się odsunął.
Gdy weszliśmy przywitała nas muzyka i zapachy perfum. Były dwa rodzaje przebywających w klubie. Ci co mieli srebrną kartę byli mniej zamożni ale godni zaufania. Złotą posiadali nieliczni i mieli wstęp do strefy vip. Zaprowadziłem Rosjankę do specjalnej strefy vip, i wybrałem miejsce na uboczu.
- Usiądź zamówię kilka drinków - uśmeichnąłem się
Ruszyłem do baru. Po drodze mijałem balowiczów. Jedni byli już wstawieni i zapowiadało się, że będzie dziś bójka. Zamówiłem parę drinków do naszego stolika i gdy wracałem napotkałem właścicielkę Pubu niejaką Li. Przyjaźniliśmy się. Pocałowałem ją w policzek i chwile z nią porozmawiałem. Lecz wróciłem po 10 min do Iryny, usiadłem koło niej.
- Zamówiłem wódkę - odparłem - kazałem barmanowi wybrac jakie zrobi - uśmiechnałem się
Widziałem, że dziewczyna przygląda sie właścicielce.
- To jest właściecielka - odparłem - lepiej z nią nie zaznyać - zaśmiałem się
- Długo ją znasz ? - zapytała
- Nie dość - odpałem - Ale jakoś wpadliśmy sobie do gustów - uśmiechnąłem się szarmandzko - często załatwiam dla niej sprawy. Dzięki temu mogę sobie zarobić.
Po chwili przyszedł barman z zamówieniem. Podał nam 2 szklanki z wódka i dodatkami. Następnie ustawił jeszcze 2 drinki lecz z czymś innym. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Po ja niestety nie wypiłem więcej niż 2 drinki. Wiedziałem, że mogę nie dać rady prowadzić. Iryna szła w zaparte i nie zatrzymywała się po 6 drinkach. Nagle usłyszeliśmy jakąś bójkę na parkiecie. Niestety Li nie przepadała za bójkami w barze i kazała ochronie ich wyprowadzić. Spojrzałem na Irynę.
- Czy pani pozwoli do tańca ?- spytałem wstając i wystawiając ręke

Iryna?

wtorek, 10 marca 2020

Od Iryny do Jonatana

- Podałabym ci rękę ale niestety nawet najmniejszy ruch sprawia, że chce mi się płakać – moja wypowiedź była przepełniona ‘jadem’. Nie planowałam tego, wyszło samo z siebie. – Iryna. Nazywali mnie Aza  Zabrałeś mi przyjemność zabicia doktorka pojebusa i nigdy ci tego nie wybaczę chociaż patrzenie na to jak się przypieka było bardzo przyjemne – uśmiechnęłam się słodko.

- Jak się tam znalazłaś? – patrzył na mnie wyraźnie zainteresowany.
- Matka mnie sprzedała. Byłam najmłodsza z piątki rodzeństwa i żeby wykarmić resztę oddała mnie rządowi żeby mogli przeprowadzić sobie na mnie eksperymenty. W trakcie nich okazało się, że mój mózg jest lepszy od wszystkich na ziemi i postanowili zrobić ze mnie agentkę. Pięć lat spędziłam w tym ośrodku, z którego mnie zabraliście – próbowałam podciągnąć się na łokciach. Skończyło się tylko i wyłącznie na próbie. – Teraz ty powiedz mi gdzie jestem.

- Serdecznie witam piękną panią w instytucie Xaviera dla mutantów. Z tego co wiem nasi ludzie cię namierzyli. Bardzo chcieli cię w naszych szeregach ze względu na twój super móżdżek – dotknął mojego czoła. Spojrzałam na palec, który miałam między oczami. Zaśmiał się.

- Napiłabym się czegoś – mruknęłam rozglądając się po pokoju.

- Wody?

- Wódy – mruknęłam po rosyjsku co wyraźnie zrozumiał ponieważ na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Obiecuję, że jak tylko twoje ręce i nogi wrócą do stanu użytkowania zabiorę cię do najlepszego klubu w mieście. Pijesz na mój koszt – popatrzyłam na niego jak na idiotę i prychnęłam śmiechem.

- Chcesz stawiać Rosjance alkohol?

- Co w tym złego?

- W sumie, nie będę psuła ci niespodzianki. Bardzo chętnie się z tobą wybiorę.



Minęły dwa tygodnie. Codziennie widywałam się z Jonatanem. Był bardzo sympatyczny i szczerze mówiąc gdyby nie on dostałabym pierdolca. Leżenie w bezruchu przypominałoby mi siedzenie w zamkniętej celi bez wyjścia.

- Kupiłem ci coś. Pamiętasz moją obietnicę piękna, prawda? – byliśmy już w moim pokoju, który obecnie zajmowałam w akademiku. Żyłam z nadzieją, że już niedługo. Miałam dość bycia bez przerwy kontrolowaną i dusiłam się w tym pomieszczeniu. Wręczył mi spore pudełko.

- Ulala – mruknęłam wyciągając z niego czarną, przylegającą do ciała sukienkę. Prawy rękaw był długi, drugiego zaś brakowało. Sięgała mi do połowy uda. Do tego czarne sandałki na obcasie, kosmetyki i torebka. – Czym sobie zasłużyłam?

- Przecież nie pójdę z tobą ubraną w bluzę i jakiś dres do najlepszego lokalu w mieście tak?

- Nie będę wybrzydzać. Lubię prezenty.
- Będę u ciebie po siódmej Angelino – zaczął mnie tak nazywać od kiedy stwierdził, że wyglądam jak Angelina Jolie.

- Jasne. Będę czekać – odprowadziłam go do drzwi, które od razu zamknęłam. Trzeba mu przyznać, że totalnie trafił w mój gust.



O wyznaczonej godzinie czekałam na parkingu. Po raz ostatni poprawiałam czerwone usta szminką patrząc w małe lustereczko, które schowałam widząc pomarańczowego Shelby zatrzymującego się tuż przed moimi nogami. Przewróciłam oczami.

- Szpaner – mruknęłam wsiadając do środka. Sukienka ledwo zakrywała moje nogi. – Wiesz, że dzisiaj wrócisz do domu z pustym portfelem? – poprawiałam włosy patrząc w lusterko samochodu. – Ja się nie upijam. Mogę w siebie wlać litry. Nie wiesz na co się pisałeś Jonatanku – zaśmiałam się złowieszo i spojrzałam na niego.



<Jonatan?>

czwartek, 5 marca 2020

Od Jonatan'a cd Iryna

Poranek mój zaczął się od tego, że obudziły mnie promienie słoneczne. Jak bardzo chciałbym zasłonić rażące światło, ale byłem zbyt zmęczony. Usiadłem na łóżku i przetarłem oczy. Wczorajsza impreza była zbyt mocna jak dla mnie. Chociaż nie było tego złego, poznałem niezłe panienki od których mam numer. O dziwo żadna z nich nie skończyła w moim łóżku. Lubiłem zabawić się od czasu do czasu, przelotne znajomości kończące się na łóżku to była dla mnie codzienność. Dziś miał być egzamin z Samoobrony w Instytucie. Nie zależało mi na tym jakoś, chodź wiedziałem, że i tak bym zdał. Spojrzałem po lewej stronie na szafę, było w niej pełno ubrań , połowa z nich była elegancka.
Wstałem i rozciągnąłem się, podszedłem do szafy i wyszukałem ciuchy. Ciemno zielona bluzka oraz jeansowe czarne spodnie. Wyciągnąłem również czarną skórzaną kurtkę. Sięgnąłem po srebrny zegarek który był pamiątką po matce. Założyłem na rękę i ruszyłem na duł. Mexio spojrzała na mnie leżąc na swoim posłaniu. Poszedłem do lodówki i przygotowałem jej zbilansowane jedzenie składające się z kilku surowych kawałków, sosu oraz wątróbki. Gdy postawiłem miskę suczka od razu pobiegła do miski. Spojrzałem na zegarek by sprawdzić godzinę. Minęła dopiero 8:00.
Poszedłem na górę po kluczyki od auta, portfel i komórkę. Schowałem wszystko do kurtki i wyszedłem z domu zamykając drzwi na klucz. Ruszyłem w stronę restauracji. Zasiadłem do wolnego stołu i zacząłem wybierać coś na śniadanie. Podeszła do mnie bardzo miła i śliczna brunetka, miała na sobie strój kelnerki.
- Dzień dobry co pan zamawia? - odparła
- Poproszę czarna kawę bez cukru oraz sałatkę z kawałkami kurczaka - uśmiechnąłem sie uwodzicielsko
Dziewczyna zawstydziła się i od razu zapisała. Szybkim krokiem uciekła. Po upłynięciu kilku minut wróciła z zamówieniem. Podziewałem jej z uśmiechem. Po zjedzeniu i wypiciu zadzwonił mój telefon, spojrzałem na wyświetlacz.
- Numer Zastrzeżony.. ?- zdziwiłem się, lecz odebrałem - Tak ?- powiedziałem do słuchawki chłodnym tonem
- Jonatan macie misje ratunkową spinaj dupe do odrzutowca masz 15min- głos w słuchawce brzmiał znajomo. No tak profesor Eric. Jego głos zawsze brzmiał jakby najadł się dabletek na wkurwienie. Rozłączył się po tym jak skończył danie. Wstałem z krzesła i ruszyłem zapłacić za śniadanie. Dałem napiwek kelnerce. Ruszyłem w stronę Instytutu. Chodź nie często spacerowałem lubiłem od czasu do czasu. W bunkrze czekali już na mnie Storm, Cyklop i Mystique.
- Nie mogliście kogoś innego wziąć? - mrukłem pod nosem zakładając strój x-menów
- Tylko ty tu panujesz nad ogniem - odparł Scott
W kokpicie zasiadła Storm razem z Cyklopem, ja razem z Mystique siedzieliśmy na siedzeniach w kadłubie. Nie wiedziałem gdzie lecieliśmy. Gdy wystartowaliśmy w powietrze włączyliśmy maskowanie, dzięki czemu nikt z ziemi, ani powietrza nas nie widział. Dzięki nowoczesnej technologii również satelity i radary nie widziały. Ruszyliśmy z duża prędkością. Czułem sie niezręcznie siedząc naprzeciwko profesor Raven. Jak zwykle była zanurzona w książce. Gdy już wyladowaliśmy otworzyli tylnie drzwi odrzutowca. Zobaczyłem śnieg... Mój najwiekszy wróg.
- Chyba robicie sobie jaja! Ja tam nie wyjdę.- założyłem ręce na krzyż i nie ruszałem się z miejsca.
- No jeżeli wolisz zostać z Raven uśmiechnął się cyklop i wyszedł na śnieg
Spojrzałem na Mystique a ona na mnie. Jej wzrok wywołał u mnie ciarki. Wstałem i wyszedłem tuż po Storm. Cały plan polegał na tym, że mieliśmy uwolnić jakiegoś mutanta z ośrodka szkoleniowego na Syberii. Lepszego miejsca nie mogli sobie znaleźć. Storm miała odwrócić uwagę personelu i straży a ja razem z Scott'em mieliśmy tam wejść. Wszystko poszło łatwo, nawet za łatwo. Chodź raniłem lekko odniem ludzi miałem zakaz spalania ich całkowicie. Lecz kto by słuchał jakiś głupich zasad. Gdy Cyklop swoimi laserami otworzył drzwi gdzie przebywała dziewczyna wiedziałem, że teraz albo nigdy. Podpaliłem swoją rękę i rzuciłem ogniem w kolesia. Krzyczał z rozpaczy, ogień spalił jego skórę i wnętrzności. Scott spojrzał na mnie zły, ja tylko się uśmiechnąłem.

~~~~~~

Dziewczyna została przetransportowana do Instytutu. Tam zajęła się nią Vellma. Zawsze starałem sie ją poderwać, ale kompletnie nie zwracała uwagi na moje flirty. Nie dziwiłem się była starsza. Położyłem dziewczynę na kozetce i spojrzałem na Vel.
- Dasz rade coś z nią zrobić ? - spytałem
- Ja niby nie miałabym dać rady ? - zaśmiała się - Sójrzmy...

~~~~~~

Po działaniach pani doktor.. Lubiłem ją tak nazywać. Kazała mi ją zanieść do wolnego pokoju. Oczywiście dała mi klucz, był to jeden z pokoi, gdzie ranni uczniowie odpoczywali po zabiegach Vellmy i różnych innych jej czarach.
Madison Curved White Wooden Bed
Położyłem dziewczynę na łóżku, Vel jeszcze założyła jej kroplówkę.
- Kiedy się obudzi? - spytałem
- Jutro powinna się obudzić - odparła i ruszyła zdać raport profesorowi X.
Ja padałem ze zmęczenia. Wróciłem więc do domu i jedyne co to od razu poszedłem spać. Wiedziałem, że Mexio była na dworze, gdyż ma drzwiczki aktywowane obrożą. Zasnąłem bardzo szybko. Następnego dnia obudziłem się nie wcześniej niż o 12:00. Wstałem zmęczony i obolały i ruszyłem do łazienki. Szybki prysznic obudził mnie. Następnie zrzedłem na duł, czekała tam na mnie już moja babcia.
- Witaj babuniu- pocałowałem ją w policzek
- Odwiedziłam cię by ogarnąć ci tu i zając sie Mexio, ale gdy zauważyłam że jeszcze śpisz zrobiłam ci śniadanie.
- Nie musisz mi sprzatac - mruknąłem i zasiadłem do stołu
- Nie marudź - spojrzała srogo
Moja babcia była jedyną osobą z którą nie chciałem się kłócić.Wiedziałem, że bym i tak nie wygrał jest tak uparta, że zawsze wygrywa. Ubrałem czyste ciuchy i poszedłem do Instytutu. Lekcje się dawno zaczęły, jak zwykle buntowniczym krokiem nie poszedłem na nie tylko chciałem zobaczyć jak się czuje dziewczyna. Zapukałem do pokoju, niestety nikt nie odpowiedział. Wszedłem więc i zobaczyłem, że nie śpi.
- Witaj śliczna - uśmiechnąłęm się uwodząco.
Spojrzała na mnie.
- Nazywam się Jonatan - zawsze nie mówiłem nazwiska... - Pseudonim Phoenix

Iryna?

środa, 4 marca 2020

Iryna [Dołączenie]

Siedziałam w kącie ciemnego pokoju. Zamknięta w czterech ścianach, trzęsąca się z zimna próbowałam skupić się na tym żeby tylko nie odpłynąć. Nie jadłam od trzech, nie, czterech dni. Nie jestem już w stanie kontrolować ile czasu spędziłam w tym więzieniu. Jak to się stało? To nie kara. To trening mający zahartować mnie. Codziennie biorą mnie na przesłuchanie. Próbują wyciągnąć informacje poprzez tortury. Jeśli się wysypię najprawdopodobniej mnie zabiją. Pomimo tego, że jestem jedynym udanym eksperymentem z zimną krwią mnie zabiją i stworzą lepszy. Stworzenie, które nie będzie miało uczuć.
 Metalowe drzwi otworzyły się. Stanęło w nich dwóch mężczyzn. Jeden z nich podniósł mnie z ziemi szarpiąc za włosy.
- Jebany kurwiarz – warknęłam w ojczystym języku co poskutkowało uderzeniem pięścią w brzuch. – Ja pierdole – jęknęłam. Z moich oczu mimowolnie wypłynęło kilka łez. Ból był okropny. Osiłek przerzucił mnie przez ramię. Wyszliśmy na zewnątrz. Nie widziałam światła od dłuższego czasu. Nie byłam w stanie mieć otwartych oczu. Całą drogę ukryłam wzrok w plecach oprawcy. W końcu dotarliśmy na miejsce. Posadzili mnie na krześle i przywiązali do niego ręce i nogi.
- Mam nadzieję, że w końcu zdecydowałaś się na współpracę – usłyszałam znajomy głos. Zaczęłam się szarpać próbując uwolnić się z więzów. Na marne.
- Pies ci matkę jebał – splunęłam mu w twarz. Wiedziałam co mnie czeka. Nieważne czy bym to powiedziała czy nie. Facet w fartuchu wyciągnął szczypce z pokrowca stojącego na stoliku. Złapał za pierwszy paznokieć i mocno pociągnął. Mój krzyk wypełnił całe pomieszczenie. I tak z każdym kolejnym. Pozbył się wszystkich dziesięciu. Ten ból jest nie do opisania. Wodospady łez spływały po moich policzkach ale dalej milczałam. Nieważne czego nie zrobią miałam zamiar przejść ten test. Co było następne? Młotek. Jebany kurwa młotek. Pod moją dłoń postawił metalową płytę i zaczął miażdżyć mi palce. I tak skończyłam z połamaną chyba każdą kością dłoni. To koniec? Oczywiście, że nie. Młotek posłużył mu jeszcze do wbicia gwoździ w kolana. Swoje dzieło planował zakończyć oblaniem mnie zimną wodą, co też uczynił. Niestety nie udało mu się potraktować mnie paralizatorem, ponieważ metalowe drzwi zostały wyważone czymś co przypominało wybuch. Koniec mojej męki czy też może początek czegoś gorszego? Na moich oczach mój kat spłoną żywcem. Gdyby nie fakt, że czułam się jakbym umierała na moje usta na pewno wpłynąłby szeroki uśmiech.
- Jonatan zabierz ją do odrzutowca – słyszałam głosy ale nie byłam w stanie obrócić głowy żeby sprawdzić co się dokładnie dzieje. Sekundę później przed oczami ujrzałam mężczyznę.
- Kurwa, co z tym? – mruknął patrząc na moje kolana. Drugi podszedł do niego żeby obejrzeć problem. Złapał delikatnie moją stopę i chciał poruszyć nogą jednak nawet najmniejszy ruch sprawiał mi okropny ból. Krzyknęłam kręcąc głową.
- Wyciągaj. Nie wyprostuje nogi jeśli to cały czas będzie w kolanie. Dwa na raz. Ból minie szybciej – obydwoje złapali za gwoździe i na trzy wyciągnęli je ze mnie. Straciłam przytomność. Już więcej nie mogłam. Ten, którego ujrzałam jako pierwszego rozwiązał mnie i wziął na ręce niczym książę swoją lubą. Drugi osłaniał go podczas transportowania mnie do odrzutowca, który czekał przed budynkiem.
- Nienawidzę Rosji – mruknął kiedy ujemna temperatura i śnieg ‘uderzyły’ go prosto w twarz.



Obudziłam się w zupełnie obcym miejscu. Powoli otworzyłam powieki żeby przyzwyczaić oczy do światła. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było takie jasne, takie przyjemne dla oka. Byłam w nim sama. Zza otwartego okna dało się usłyszeć kojący śpiew ptaków. Obok mnie stała kroplówka, do której byłam podłączona. Siłę miałam tylko i wyłącznie na poruszanie oczami. Dobrze pamiętałam co działo się wcześniej i nie miałam ochoty zerkać na dłonie czy też nogi. Wystarczy, że każdy szczegół <tamtego dnia utknął mi w pamięci.

 <Jonatan?>