- Dalej poradzi sobie pani sama? - zagadnął mężczyzna, wychodząc z samochodu tylko po to, aby zadać jej to pytanie. Prostując się, skinęła lekko głową, zachowując na twarzy wdzięczny uśmiech.
- Ta torba wygląda na dosyć ciężką, mógłbym ją pani kawałek ponieść - dodał.
- Bardzo dziękuję za propozycję pomocy, ale nie skorzystam - odparła, wyciągając z kieszeni niewielkich rozmiarów portfel. Wyciągnęła odpowiednią sumę i wręczyła ją kierowcy do rąk. Dorzuciła napiwek w postaci skromnej kwoty. Poczuła się do tego zobowiązana, zważywszy na to, jak bardzo kulturalnym rozmówcą okazał się mężczyzna, wiozący ją taksówką spory kawał drogi. Podczas podróży rozpoczynał z nią krótkie dyskusje, ale nie bywał nachalny i co jakiś czas w pojeździe zapadała cisza. Kierowca pokiwał tylko głową i wycofując się, pożegnał się krótko.
Dziewczyna obserwowała jeszcze przez chwilę odjeżdżający samochód, skupiając uwagę na oponach pojazdu. Kiedy auto zniknęło wśród ogromu drzew, obróciła się i ruszyła przed siebie, zachowując przy tym prostą postawę ciała. Podbródek miała zadarty ku górze i bacznie rozglądała się po otoczeniu. To tutaj w końcu postanowiła spędzić najbliższe parę lat swojego życia. Przed nią rozciągał się widok na masywny budynek, stanowiący centrum całej placówki. Według otrzymanej w liście mapki, służył on jako główne miejsce do wszelakich nauk. Podciągnęła torbę na ramię, starając się znaleźć jakiś drogowskaz, który doprowadziłby ją do jej nowego pokoju. Czegokolwiek nie kazaliby jej zrobić, za główny cel obrała sobie odstawienie swoich rzeczy do akademika, a potem dopiero byłaby gotowa zająć się wszelkimi formalnościami. Choć z oddali rzucały jej się w oczy dwa budynki, które prawdopodobnie służyły za miejsce mieszkalne dla części uczniów, wolała poinformować kogoś o swoim przybyciu. Przez to odrzuciła swój pierwotny plan. Stwierdziła, że po załatwieniu formalności, odpoczynek w pokoju będzie czymś przyjemnym. Szukała charakterystycznych osób, które wydawałyby się sprawować większą władzę w całej instytucji. Nim udało jej się dotrzeć do odpowiednich ludzi, zdążyła poznać dwie sprzątaczki i dozorcę. Dzięki ich uprzejmości i chęci pomocy w końcu wylądowała pod gabinetem dyrektorskim. Była z lekka zirytowana, bowiem cały czas ciągnęła za sobą swój większych gabarytów bagaż. Jednocześnie zdążyła odrzucić kilkakrotnie propozycję pozostawienia go komuś, kto zaniósłby go do jej nowego pokoju. Powoli zatracała czucie w rękach, przez co chwilowe przerzucanie torby z ramienia na ramię stało się wyczerpujące. Zdając sobie sprawę, gdzie się znajdują, odchrząknęła lekko, starając się przygotować do zrobienia dobrego, pierwszego wrażenia. Korytarz był pusty i tak cichy, że jedynym dźwiękiem był jej niemrawy oddech. Opanowała go sprawnie, idealnie z momentem otworzenia się drzwi. Mężczyzna w średnim wieku skinął w jej stronę głową i gestem dłoni zaprosił do środka. Podniosła się, ponownie ciągnąc za sobą torbę. Stała właśnie przed najpotężniejszym telepatą na ziemi, co wzbudzało w niej pełen respekt wobec pana Charlesa Xaviera.
- Dzień dobry - nie mogła tak po prostu wejść bez jakiegokolwiek okazu szacunku, więc przywitała się.
- Możesz odstawić ten bagaż tutaj, a ktoś na pewno po niego zaraz przyjdzie i zaniesie ci do pokoju...-zawahał się na moment -... Lindsay Winchester, tak? - spytał.
- Tak. Tak się właśnie nazywam - potwierdziła, jednocześnie mocniej zaciskając dłonie na czarnym uchwycie torby - Nie trzeba, ale dziękuję za złożoną propozycję pomocy - dodała. Dyrektor nie zamierzał jej przekonywać, toteż w końcu weszli do gabinetu. Rudowłosa przelotnie rzuciła okiem na pomieszczenie. Panowała tu przyjemna atmosfera, a ciemne odcienie wystroju nadawały pokojowi ciepły klimat. Zasiadła na jednym z foteli, a łysawy mężczyzna zajął miejsce po drugiej stronie biurka. Dziewczyna wbiła spojrzenie w złotą tabliczkę na blacie, na której widniał napis "Charles Xavier". Swój wzrok zaczęła po kolei przenosić na inne elementy otoczenia. Szybko zdała sobie sprawę, iż powinna zająć się formalnościami, a nie przeglądać gabinet dyrektora. Pochyliła się do przodu, schylając się do własnej torby. Wyciągnęła z niej teczkę. z której wydobyła plik kartek, skrytych w przezroczystej koszulce. Przesunęła nimi po biurku.
- To wszystkie dokumenty, których mi prawdopodobnie zabrakło przy wstępnej rejestracji - oznajmiła. Mężczyzna przejął od niej papiery i zaczął je dokładnie przeglądać. Po chwili obrócił się na krześle i otworzył jedną z szuflad, znajdującą się bezpośrednio za jego siedzeniem. Przewertował stos innych papierów i wepchnął plik kartek w odpowiednie miejsce. Następnie przysunął się do biurka i otworzył najniższą szafkę. Wyciągnął z niej parę kartek i klucze.
- Tutaj przekazuję ci plan lekcji, regulamin całego instytutu i kilka dodatkowych spraw do załatwienia. Nie ma wiele do wypełnienia, jednak proszę, abyś w wolnym czasie zajęła się tym i odniosła mi to. - podsunął wszystko w jej stronę - Twój pokój znajduje się w drugim akademiku, a jego numer to cztery. - dodał. Lindsay dokładnie analizowała każde jego słowo, aby od początku mieć wszystko poukładane. Dopytała się jeszcze o kilka istotnych dla niej kwestii, a dyrektor cierpliwie odpowiadał jej na każde z zadanych pytań. W końcu, kiedy poczuła się w pełni doinformowana, z satysfakcją opuściła pomieszczenie. Od razu natknęła się na kogoś, kto zaprowadził jej do akademika.
**************************************************
Otworzyła drzwi i bez zastanowienia rzuciła torbę na najbliższe łóżko. Weszła do środka, zamykając za sobą wejście, po czym klucze postawiła na stoliku nocnym. Następne, co zrobiła, to podeszła do okna i zrzuciła przelotne spojrzenie na całą okolicę. Widok nie należał do najgorszych, a mimo to odpowiadał dziewczynie. Zielone otoczenie było dla niej o wiele przyjemniejsze od szarych bloków, do których "podziwiania" przywykła przez ostatnie kilka lat życia. Rozłożyła swoje rzeczy w szufladach, znajdujących się pod jednym z łóżek. Zajęła posłanie znajdujące się najbliżej okna. Stojący obok fotel trochę jej przeszkadzał, toteż zdecydowała się na niewielki remont, polegający na przesunięciu przeszkody bliżej okna. Wiedziała, że do końca tego tygodnia rodzice podeślą jej resztę rzeczy. Mimowolnie się uśmiechnęła. Właśnie zaczynała nowy rozdział swojego życia, w kompletnie nowym i nieznanym miejscu. Zmiany nigdy jej nie przeszkadzały, gdyż rutyna potrafiła ją zbyt szybko dobijać, a fakt, iż mogła tu opanować swoje nadnaturalne zdolności, niezmiernie ją radował. Przysiadła na fotelu i zabrała się do wypełniania otrzymanych kartek. Czuła ogromne podekscytowanie całym zajściem, bowiem od teraz wszystko miało wyglądać inaczej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz