W walizce podręcznej miała najpotrzebniejsze rzeczy. Całą resztę miał przywieźć jej kurier w ciągu tygodnia. Na samą myśl o rozpakowywaniu tego wszystkiego miała ciarki. Nie lubiła się przeprowadzać. Podobnie jak nie przepadała za lataniem, a podróż z Korei tutaj trwała nieznośnie długo. Port lotniczy w Dallas był największym lotniskiem na świecie, więc minęły wieki zanim dotarła z terminalu do miejsca odjazdu swojego autobusu. Usiadła na ławce by odpocząć i w końcu napić się wody. Czekała ją jeszcze dwugodzinna podróż autobusem do Instytutu. Sprawdziła godzinę.
13:42 Odetchnęła głęboko i założyła słuchawki na uszy.
Podróż autobusem minęła jej zadziwiająco szybko. Według GPS po 6 minutowy spacerze miała być na miejscu. Walizka robiła się coraz cięższa i w myślach modliła się by Instytut był blisko. Szła powoli gdy jej oczom ukazał się mosiężny budynek.
- No... To robi wrażenie... - Powiedziała do siebie idąc dalej. Budynek naprawdę robił wrażenie. Ogromny dziedziniec i budynki utrzymane w stylu średniowiecznej architektury znajdujące się wokół tworzyły naprawdę fascynującą całość. Przeszła przez plac ścieżką prosto do głównego wejścia.
Nie zauważyła jednak żadnego dzwonka więc zapukała cicho po czym weszła do środka. Główny hol był równie imponujący co sam budynek. Ogromne okno znajdujące się naprzeciwko wejścia tworzyło przyjemną i ciepłą atmosferę. Jakby zapraszało już na samym wejściu by poznać Instytut bliżej. Rozejrzała się jednak w holu nie było nikogo poza nią. Swoją walizkę postawiła blisko okrągłego stołu znajdującego się pośrodku. Dość niepewnym krokiem ruszyła schodami na górę. Długi korytarz również był pusty. Mijała białe krzesła ustawione wzdłuż korytarza i drzwi, które jak sądziła były salami lekcyjnymi. Wokół panowała cisza. Zza drzwi również nie dało się słyszeć odgłosów prowadzonych lekcji. Być może już się skończyły. W końcu zbliżała sie 17:00. Doszła do drzwi na końcu korytarza. Tym razem zapukała odważniej, ale nie usłyszała odpowiedzi. Postanowiła więc wejść. Za drzwiami znajdowały się jednak kolejne drzwi na których znajdowała się informacja: Biuro Dyrektora.
- Bingo - Powiedziała do siebie i zapukała do gabinetu.
- Proszę - Usłyszała męski głos po czym pociągnęła za klamkę. Weszła do sporego pomieszczenia pośrodku którego znajdowało się biurko oraz dwa fotele. Jej uwagę zwrócił regał pełen książek. Odrazu pomyślała o tym by zaraz po załatwieniu papierowej roboty udać się do biblioteki Instytutu.
- Dzień dobry. - Spojrzała na dyrektora, który obdarzył ją ciepłym uśmiechem.
- Dzień dobry Kim. Usiądź proszę. - Xavier wskazał jej jeden z foteli naprzeciw swojego biurka. Kim już chciała zapytać skąd zna jej imię, jednak powstrzymała się i poprostu usiadła. Zanim zdecydowała się tutaj przybyć przeczytała sporo o Instytucie i jego założycielu. Nie na miejscu byłoby pytać jednego z najpotężniejszych telepatów na ziemi skąd zna jej imię. Xavier chyba usłyszał jej myśli bo uśmiechnął się rozbawiony.
- Cieszę się, że udało Ci się do nas dotrzeć z tak daleka. Jak Twoja podróż? - Dyrektor spojrzał na nią z troską przysuwając w jej stronę szklankę wody.
- Podróż komfortowa jednak męcząca. Zmiany ciśnienia mi nie służą. Podobnie jak wielogodzinne siedzenie. - Skinieniem głowy podziękowała i upiła łyk wody.
- Zapewne jesteś zmęczona dlatego zajęcia zaczniesz dopiero w przyszłym tygodniu by odpocząć i przyzwyczaić się do zmiany czasu. - To były najpiękniejsze słowa jakie mogła dzisiaj usłyszeć. Xavier zbliżył się do gabloty po swojej prawej stronie i wyciągnął z niej kluczyk. Kim upiła kolejny łyk wody, gdy Dyrektor położył kluczyk na stole wraz z plikiem dokumentów.
- Twój pokój znajduje się w Akademiku numer 1. To dwuosobowy pokój numer 4. Tutaj masz również kilka ostatnich dokumentów do wypełnienia. Przynieś mi je proszę do końca tygodnia.
- D-Dziekuję - Skinęła głową ponownie sięgając po kluczyk.
- Proszę też, byś uważnie zapoznała się z regulaminem naszego Instytutu, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś. Z wyjątkiem kilku pomieszczeń Instytut jest do waszej dyspozycji. W trakcie przerw między lekcjami niewskazane jest opuszczanie budynku.
- Oczywiście Profesorze. - Upiła kolejny łyk wody.
- Masz jakieś pytania moja droga?
- Narazie nie.
- Gdyby jednak jakieś się pojawiły mój gabinet stoi otworem. Nauczyciele również z chęcią rozwieją wszelkie Twoje wątpliwości.
- Oczywiście. Dziękuję.
- Tymczasem to wszystko. Odpocznij i rozpakuj się. Widzimy się w przyszłym tygodniu na zajęciach. - Profesor uśmiechnął się gdy Kim wstała.
- Dziękuję Profesorze. Do zobaczenia. - Ruszyła powoli w stronę drzwi.
- Ah! Kim. Jeszcze jedna sprawa. - Zawołał za nią Xavier.
- Tak? - Zapytała odwracając się.
- Witaj w Instytucie.
W odpowiedzi uśmiechnęła się po raz kolejny po czym wyszła z gabinetu.
Musiała przyznać, że Charles Xavier był naprawdę sympatycznym i cierpliwym człowiekiem. Gdy zeszła na dół zerknęła na mapkę, którą dostała wraz z plikiem dokumentów, by ustalić gdzie znajdował się jej akademik. Zabrała swoją walizkę i wyszła na dziedziniec.
Kilka minut zajęło jej odnalezienie swojego pokoju, ale nie posiadała się z radości gdy w końcu zobaczyła swoje łóżko. Wzięła szybki prysznic i ubrana w swoją ulubioną piżamę wyskoczyła w pościel. Chociaż decyzję podjęła jakiś czas temu nadal nie bardzo mogła uwierzyć, że tutaj jest. Ze swoim pobytem w Instytucie wiązała wielkie nadzieje, pragnąc w pełni opanować swoją moc.
Chociaż zegar wskazywał dopiero 17: 39 Kim przymknęła powieki i zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz