Przystałam na jego propozycję. Złapałam jego dłoń i dałam porwać się na parkiet. Jonatan przyciągnął mnie do siebie. Dłonie partnera spoczęły na moich biodrach, a moje ręce owinęłam wokół jego szyi.
– Chciałbyś mi może pomóc z taką jedną, niewielką sprawą? - patrzyłam mu prosto w oczy. Jak szczeniaczek. Uśmiechnął się nie wiedząc nawet o co dokładnie chodzi.
– Co to za sprawa? - poprawił kosmyk włosów, który zasłaniał moją twarz.
– Chcę otworzyć mały biznesik i będzie mi potrzebna pożyczka.
– Lecisz z grubej rury mała - poczułam jego dłonie na pośladkach. Mój malec spoczął na jego ustach.
– Ty również - drugą ręką pozbyłam się jego niesfornych łapek naruszających moją strefę komfortu. – Mogę tylko powiedzieć, że zyskasz na tej przysłudze - zabrałam palec. Położyłam dłoń na jego policzku. - To jak będzie? - jeśli czegoś chcę, dostanę to nieważne za jaką cenę. Nawet jeśli się nie zgodzi byłam w takim miejscu, w którym o łatwy zarobek nie było ciężko.
– Dlaczego miałbym ci zaufać? Mogłabyś równie dobrze zwiać z kasą i wymazać swoje istnienie - mruknął czekając na mój kontrargument.
– Liczyłam na łatwy start. Niestety w tych czasach o to ciężko - westchnęłam głośno. Pomalowałam go w policzek i wyszeptałam do ucha. - Nie musisz na mnie czekać - ugryzłam delikatnie jego płatek po czym odeszłam od niego. Był kompletnie zdezorientowany co szczerze mówiąc bardzo mnie usatysfakcjonowało. Sekundę później poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odruchowo przyszykowałam się do odparcia uderzenia jednak kątem oka widząc znajomą twarz uspokoiłam się.
– Chcesz mi coś udowodnić? - uniosłam jedną brew.
– Co masz na myśli? - naprawdę nie wiedziałam o co mu chodzi.
– Obraziłaś się bo ci odmówiłem?
– Słucham? Za kogo ty mnie uważasz? Jestem na poziomie intelektualnym dziesięć razy większym od twojego. Nie mam zamiaru dawać żadnej popisówy i naprawdę podziękuję za wsparcie od twojej osoby - zdenerwował podpitą Rosjankę. Nie był świadomy jakie piekło w tej chwili rozpętał. Patrzył na mnie nic nie mówiąc. Cały czas patrzył aż w końcu złapał moją twarz i przyciągnął do siebie. Zamrugałem kilka razy zdziwiona. Nie opierałam się. Dałam ponieść się chwili. - Wiesz co, możemy już wracać - mruknęłam odsuwając się od niego. - Zdecydowanie możemy - i znowu przyciągnęłam go do siebie. Potrzebowałam tego jak nigdy. Zgodził się delikatnym skinieniem. Poszliśmy po swoje rzeczy i chwile później byliśmy już w samochodzie. - Dasz radę prowadzić? - poprawiając szminkę, która rozmazała się podczas pocałunku zerknęłam na niego.
– Nie wypiłem dużo - wzruszył ramionami.
– Nie zabij nas - zaufałam mu ale i tak czułam się trochę niepewnie. Całe szczęście odstawił nas całych pod swój dom. Zaprowadził mnie do środka. Przy wejściu czekał doberman, który na mój widok zaczął warczeć pokazując bardzo nieprzyjemnie wyglądające kły.
– Idź do siebie - mruknął do psa. Od razu wykonał polecenie. Jakież te psy są inteligentne. Jonatan złapał mnie za dłoń i zaciągnął do swojej sypialni.
~~~~
Obudziłam się pierwsza. Podniosłam się do siadu i przetarłam zaspane powieki. Rozejrzałam się po pokoju żeby znaleźć zegarek. Stał na szafce nocnej. Dochodziło południe. Westchnęłam głośno. Wstałam z posłania. Przeciągnęłam się po czym zaczęłam zbierać z podłogi ubrania, które poprzedniej nocy porozrzucałam po całym pokoju. Dosłownie. Ubrałam je po czym nogi zaprowadziły mnie do kuchni. Byłam bardzo ’wczorajsza’. Nie chodzi o kaca tylko o wygląd. Rozczochrane włosy, rozmazany makijaż i wieczorowe ubrania. Postanowiłam przed wyjściem okraść właściciela z płatków. Zjadłam je siedząc na blacie.
<Jonatan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz