
Poszedłem na górę po kluczyki od auta, portfel i komórkę. Schowałem wszystko do kurtki i wyszedłem z domu zamykając drzwi na klucz. Ruszyłem w stronę restauracji. Zasiadłem do wolnego stołu i zacząłem wybierać coś na śniadanie. Podeszła do mnie bardzo miła i śliczna brunetka, miała na sobie strój kelnerki.
- Dzień dobry co pan zamawia? - odparła
- Poproszę czarna kawę bez cukru oraz sałatkę z kawałkami kurczaka - uśmiechnąłem sie uwodzicielsko
Dziewczyna zawstydziła się i od razu zapisała. Szybkim krokiem uciekła. Po upłynięciu kilku minut wróciła z zamówieniem. Podziewałem jej z uśmiechem. Po zjedzeniu i wypiciu zadzwonił mój telefon, spojrzałem na wyświetlacz.
- Numer Zastrzeżony.. ?- zdziwiłem się, lecz odebrałem - Tak ?- powiedziałem do słuchawki chłodnym tonem
- Jonatan macie misje ratunkową spinaj dupe do odrzutowca masz 15min- głos w słuchawce brzmiał znajomo. No tak profesor Eric. Jego głos zawsze brzmiał jakby najadł się dabletek na wkurwienie. Rozłączył się po tym jak skończył danie. Wstałem z krzesła i ruszyłem zapłacić za śniadanie. Dałem napiwek kelnerce. Ruszyłem w stronę Instytutu. Chodź nie często spacerowałem lubiłem od czasu do czasu. W bunkrze czekali już na mnie Storm, Cyklop i Mystique.
- Nie mogliście kogoś innego wziąć? - mrukłem pod nosem zakładając strój x-menów
- Tylko ty tu panujesz nad ogniem - odparł Scott
W kokpicie zasiadła Storm razem z Cyklopem, ja razem z Mystique siedzieliśmy na siedzeniach w kadłubie. Nie wiedziałem gdzie lecieliśmy. Gdy wystartowaliśmy w powietrze włączyliśmy maskowanie, dzięki czemu nikt z ziemi, ani powietrza nas nie widział. Dzięki nowoczesnej technologii również satelity i radary nie widziały. Ruszyliśmy z duża prędkością. Czułem sie niezręcznie siedząc naprzeciwko profesor Raven. Jak zwykle była zanurzona w książce. Gdy już wyladowaliśmy otworzyli tylnie drzwi odrzutowca. Zobaczyłem śnieg... Mój najwiekszy wróg.
- Chyba robicie sobie jaja! Ja tam nie wyjdę.- założyłem ręce na krzyż i nie ruszałem się z miejsca.
- No jeżeli wolisz zostać z Raven uśmiechnął się cyklop i wyszedł na śnieg
Spojrzałem na Mystique a ona na mnie. Jej wzrok wywołał u mnie ciarki. Wstałem i wyszedłem tuż po Storm. Cały plan polegał na tym, że mieliśmy uwolnić jakiegoś mutanta z ośrodka szkoleniowego na Syberii. Lepszego miejsca nie mogli sobie znaleźć. Storm miała odwrócić uwagę personelu i straży a ja razem z Scott'em mieliśmy tam wejść. Wszystko poszło łatwo, nawet za łatwo. Chodź raniłem lekko odniem ludzi miałem zakaz spalania ich całkowicie. Lecz kto by słuchał jakiś głupich zasad. Gdy Cyklop swoimi laserami otworzył drzwi gdzie przebywała dziewczyna wiedziałem, że teraz albo nigdy. Podpaliłem swoją rękę i rzuciłem ogniem w kolesia. Krzyczał z rozpaczy, ogień spalił jego skórę i wnętrzności. Scott spojrzał na mnie zły, ja tylko się uśmiechnąłem.
~~~~~~
Dziewczyna została przetransportowana do Instytutu. Tam zajęła się nią Vellma. Zawsze starałem sie ją poderwać, ale kompletnie nie zwracała uwagi na moje flirty. Nie dziwiłem się była starsza. Położyłem dziewczynę na kozetce i spojrzałem na Vel.
- Dasz rade coś z nią zrobić ? - spytałem
- Ja niby nie miałabym dać rady ? - zaśmiała się - Sójrzmy...
~~~~~~
Po działaniach pani doktor.. Lubiłem ją tak nazywać. Kazała mi ją zanieść do wolnego pokoju. Oczywiście dała mi klucz, był to jeden z pokoi, gdzie ranni uczniowie odpoczywali po zabiegach Vellmy i różnych innych jej czarach.

- Kiedy się obudzi? - spytałem
- Jutro powinna się obudzić - odparła i ruszyła zdać raport profesorowi X.
Ja padałem ze zmęczenia. Wróciłem więc do domu i jedyne co to od razu poszedłem spać. Wiedziałem, że Mexio była na dworze, gdyż ma drzwiczki aktywowane obrożą. Zasnąłem bardzo szybko. Następnego dnia obudziłem się nie wcześniej niż o 12:00. Wstałem zmęczony i obolały i ruszyłem do łazienki. Szybki prysznic obudził mnie. Następnie zrzedłem na duł, czekała tam na mnie już moja babcia.
- Witaj babuniu- pocałowałem ją w policzek
- Odwiedziłam cię by ogarnąć ci tu i zając sie Mexio, ale gdy zauważyłam że jeszcze śpisz zrobiłam ci śniadanie.
- Nie musisz mi sprzatac - mruknąłem i zasiadłem do stołu
- Nie marudź - spojrzała srogo
Moja babcia była jedyną osobą z którą nie chciałem się kłócić.Wiedziałem, że bym i tak nie wygrał jest tak uparta, że zawsze wygrywa. Ubrałem czyste ciuchy i poszedłem do Instytutu. Lekcje się dawno zaczęły, jak zwykle buntowniczym krokiem nie poszedłem na nie tylko chciałem zobaczyć jak się czuje dziewczyna. Zapukałem do pokoju, niestety nikt nie odpowiedział. Wszedłem więc i zobaczyłem, że nie śpi.
- Witaj śliczna - uśmiechnąłęm się uwodząco.
Spojrzała na mnie.
- Nazywam się Jonatan - zawsze nie mówiłem nazwiska... - Pseudonim Phoenix
Iryna?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz