niedziela, 22 marca 2020

Od Lindsay

   Minęło parę dni, odkąd dziewczyna zawitała na terenie Instytutu Xaviera. Przez ten czas zdążyła zaakceptować klimat tego miejsca, a także zaczęła rozpoznawać członków swojej klasy i twarze nauczycieli.  Szybko spostrzegła, że jako jedyna zostawała po każdej lekcji przy wykładowcach, starając się zdobyć dodatkowy materiał krążący wokół przerobionego tematu. Problemem nie było to, iż czegoś nie rozumiała. Pilnie wsłuchiwała się w słowa profesorów, jednak jej ambicje potrzebowały większego zakresu. Choć z początku wynalazła sobie za dużo zajęć, sprawnie rozporządziła swój czas. Wpierw jej życie wyglądało, jakby szła według zegarka i najmniejszy błąd spowodowałby zaburzenie rytmu jej egzystencji. Zbyt bardzo czuła się spięta, toteż zdecydowała się na większy luz i spontaniczność. Wciąż trzymała się swojego pierwotnego planu, ale już nie tak ściśle.
   Tego dnia zbudziły ją jedynie przyjemne promienie słońca, które przebiwszy się przez szybę okna, zaczęły ocieplać jej twarz. Uchyliła powieki zadowolona z faktu, iż to nie budzik jest jej katem tego poranka. Podniosła się do pionu i rozejrzała po pustym pokoju. Swoje wszystkie rzeczy porozkładała  w taki sposób, iż dalej nie było widać jakichkolwiek oznak tego, ażeby ktokolwiek zamieszkiwał to pomieszczenie. Codziennie starannie ścieliła swoje łóżko, składając kołdrę w równą kostkę. Brała szybki prysznic i ubierała luźniejsze dresy, dodające jej swobody ruchu. W ten sposób poranne bieganie poprawiało jej humor. Nie tylko ona wpadała na taki pomysł. Sporo uczniów zrywało się, skoro tylko słońce wychyliło się za rogu, po czym wychodziło z akademika i ruszało na powietrze, w celu poprawienia swojej kondycji. Dla Lindsay była to okazja do rozładowania nadmiaru energii. Lekcje wychowania fizycznego jej nie wystarczały, ona potrzebowała większej dawki ruchu. W Instytucie brak było dodatkowych zajęć, bądź jakiegokolwiek klubu sportowego. Spore zainteresowanie wzbudziła w niej możliwość dołączenia do teatru, jednak musiałaby wtedy zmodyfikować swój plan dnia. Biegła ścieżką po terenach Instytutu, a otaczały ją jedynie drzewa. Z jej zamyśleń wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi. Zatrzymała się gwałtownie i rozejrzała po otoczeniu, szukając źródła hałasu. Spostrzegła, iż jest już przy skraju lasu. Obok niej stał stuletni budynek, którego spora część była obrośnięta gęstym bluszczem. Ze środka opuszczonego domu wyszedł dosyć wysoki chłopak o ciemnobrązowych włosach. Zauważył ją, ale nie wyglądało na to, aby się tym przejął. Jedynie  spuścił wzrok i zakluczył drzwi, po czym jakby nigdy nic odwrócił się i ruszył spokojnym truchtem wzdłuż wyznaczonej ścieżki. Rudowłosa dziewczyna stała jeszcze moment w miejscu, obserwując z zainteresowaniem budynek. Dlaczego ten chłopak wyszedł z niego? Czemu miał do niego klucze? Mieszkał tam? Z każdą sekundą liczba pytań w jej głowie wzrastała. Rzuciła przelotne spojrzenie na zegar, zdobiący jej nadgarstek. Nie miała czasu na stanie i zastanawianie się nad tym wszystkim. Wróciła pędem do mieszkania i przebrała się w bardziej odpowiednie ciuchy do szkoły. Złapała plecak i poszła na zajęcia.
***************
Po drugiej lekcji, jaką był język angielski, została chwilę, by dopytać profesora o jakiś dodatkowy materiał. Przy wychodzeniu z sali, zbyt gwałtownie popchnęła drzwi, przez co usłyszała jęk zza nich. Ktoś musiał mocno od niej oberwać tym kawałkiem drewna. Wychyliła się i pierwsze co ujrzała, to chłopaka, który rano wychodził z opuszczonego budynku. Teraz natomiast, lekko pochylony, trzymał rękę przy krwawiącym nosie.  W pierwszej chwili w duszy dziewczyny nad troską wygrała ciekawość. Zamiast zapytać o jego stan na obecny moment, na język cisnęły jej się pytania związane z jego obecnością w tamtym budynku. Znała się jednak na zasadach kultury, więc uspokoiła swoje nadmierne zainteresowanie. Nie należała do osób wścibskich, ale jak coś nie dawało jej spokoju, to ciężko szło jej ignorowanie czegoś takiego. 
 - Nic ci nie jest? Przepraszam najmocniej, nie spodziewałam się, że ktoś będzie stał centralnie za drzwiami - mruknęła. Nie odezwał się, tylko wbił wzrok w rękę, po której spływała krew. Następnie obrócił się i szybkim krokiem zniknął jej z oczu, skręcając w pierwszy korytarz. Lindsay westchnęła ciężko. Powiedziała coś nie tak? Starała się być miła, choć niecodziennie zdarza jej się bić drzwiami nieznajomych ludzi. Usiadła na krześle przy sali, w której miała mieć następne zajęcia, jakimi była matematyka. Analizując otrzymany przez nauczyciela dodatkowy materiał spostrzegła, iż korytarzem szedł znowu ten chłopak. Najwyraźniej opanował sytuację z krwawiącym nosem, bo po ranie nie było ani śladu. Rudowłosa podniosła na niego wzrok i choć usłyszała dzwonek na kolejne lekcje, wstała i w pewien sposób zagrodziła mu drogę. 
 - Słuchaj, chciałabym cię jeszcze raz przeprosić za przywalenie drzwiami w twarz. Teraz możesz sobie już iść - machnęła ręką i odeszła. Czuła się zobowiązana do tego, by mężczyzna na pewno otrzymał od niej przeprosiny. Tego wymagała od niej kultura. 

<Ethan?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz