Siedziałam w kącie ciemnego pokoju. Zamknięta w czterech ścianach, trzęsąca się z zimna próbowałam skupić się na tym żeby tylko nie odpłynąć. Nie jadłam od trzech, nie, czterech dni. Nie jestem już w stanie kontrolować ile czasu spędziłam w tym więzieniu. Jak to się stało? To nie kara. To trening mający zahartować mnie. Codziennie biorą mnie na przesłuchanie. Próbują wyciągnąć informacje poprzez tortury. Jeśli się wysypię najprawdopodobniej mnie zabiją. Pomimo tego, że jestem jedynym udanym eksperymentem z zimną krwią mnie zabiją i stworzą lepszy. Stworzenie, które nie będzie miało uczuć.
Metalowe drzwi otworzyły się. Stanęło w nich dwóch mężczyzn. Jeden z nich podniósł mnie z ziemi szarpiąc za włosy.
- Jebany kurwiarz – warknęłam w ojczystym języku co poskutkowało uderzeniem pięścią w brzuch. – Ja pierdole – jęknęłam. Z moich oczu mimowolnie wypłynęło kilka łez. Ból był okropny. Osiłek przerzucił mnie przez ramię. Wyszliśmy na zewnątrz. Nie widziałam światła od dłuższego czasu. Nie byłam w stanie mieć otwartych oczu. Całą drogę ukryłam wzrok w plecach oprawcy. W końcu dotarliśmy na miejsce. Posadzili mnie na krześle i przywiązali do niego ręce i nogi.
- Mam nadzieję, że w końcu zdecydowałaś się na współpracę – usłyszałam znajomy głos. Zaczęłam się szarpać próbując uwolnić się z więzów. Na marne.
- Pies ci matkę jebał – splunęłam mu w twarz. Wiedziałam co mnie czeka. Nieważne czy bym to powiedziała czy nie. Facet w fartuchu wyciągnął szczypce z pokrowca stojącego na stoliku. Złapał za pierwszy paznokieć i mocno pociągnął. Mój krzyk wypełnił całe pomieszczenie. I tak z każdym kolejnym. Pozbył się wszystkich dziesięciu. Ten ból jest nie do opisania. Wodospady łez spływały po moich policzkach ale dalej milczałam. Nieważne czego nie zrobią miałam zamiar przejść ten test. Co było następne? Młotek. Jebany kurwa młotek. Pod moją dłoń postawił metalową płytę i zaczął miażdżyć mi palce. I tak skończyłam z połamaną chyba każdą kością dłoni. To koniec? Oczywiście, że nie. Młotek posłużył mu jeszcze do wbicia gwoździ w kolana. Swoje dzieło planował zakończyć oblaniem mnie zimną wodą, co też uczynił. Niestety nie udało mu się potraktować mnie paralizatorem, ponieważ metalowe drzwi zostały wyważone czymś co przypominało wybuch. Koniec mojej męki czy też może początek czegoś gorszego? Na moich oczach mój kat spłoną żywcem. Gdyby nie fakt, że czułam się jakbym umierała na moje usta na pewno wpłynąłby szeroki uśmiech.
- Jonatan zabierz ją do odrzutowca – słyszałam głosy ale nie byłam w stanie obrócić głowy żeby sprawdzić co się dokładnie dzieje. Sekundę później przed oczami ujrzałam mężczyznę.
- Kurwa, co z tym? – mruknął patrząc na moje kolana. Drugi podszedł do niego żeby obejrzeć problem. Złapał delikatnie moją stopę i chciał poruszyć nogą jednak nawet najmniejszy ruch sprawiał mi okropny ból. Krzyknęłam kręcąc głową.
- Wyciągaj. Nie wyprostuje nogi jeśli to cały czas będzie w kolanie. Dwa na raz. Ból minie szybciej – obydwoje złapali za gwoździe i na trzy wyciągnęli je ze mnie. Straciłam przytomność. Już więcej nie mogłam. Ten, którego ujrzałam jako pierwszego rozwiązał mnie i wziął na ręce niczym książę swoją lubą. Drugi osłaniał go podczas transportowania mnie do odrzutowca, który czekał przed budynkiem.
- Nienawidzę Rosji – mruknął kiedy ujemna temperatura i śnieg ‘uderzyły’ go prosto w twarz.
Obudziłam się w zupełnie obcym miejscu. Powoli otworzyłam powieki żeby przyzwyczaić oczy do światła. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było takie jasne, takie przyjemne dla oka. Byłam w nim sama. Zza otwartego okna dało się usłyszeć kojący śpiew ptaków. Obok mnie stała kroplówka, do której byłam podłączona. Siłę miałam tylko i wyłącznie na poruszanie oczami. Dobrze pamiętałam co działo się wcześniej i nie miałam ochoty zerkać na dłonie czy też nogi. Wystarczy, że każdy szczegół <tamtego dnia utknął mi w pamięci.
<Jonatan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz